Zima okrywająca ponure spojrzenia latarni, rozmarzone westchnienia drzew, skrzypce rzeczywistości przygniatające każde, nawet najmniej miłe uczucie.
Mimo chłodu, myśli, które doprowadzają do szaleństwa, wychylał się przez okno, by z codziennego, nocnego koszmaru wzrokowych wędrówek między oknami, wyłonić tę cząstkę światła, która przytrzymuje go przy życiu.
Znienacka dostrzega światło. Porozumienie bez słów, ktoś z góry, piszący życiowe scenariusze uchyla rąbka tajemnicy szczęścia.
Chłopak docenia to, co ma, w jakim położeniu się znajduje. Myśli nad swoją przyszłością. Marzenia, ledwo dostrzegalne, wydają się jakby bardziej rzeczywiste. Z uśmiechem na twarzy, pozdrawia bezgłośnie wznoszące się płatki śniegu. Nie przeszkadzają mu porażki, nie ważne smutki.
Tak długo, jak długo rośnie drzewo rozwijające jego umysł, zanurza się w morzu miłości. Szybsze bicie serca pozwala się odprężyć, dostrzec scenę sprzed lat.
Tak bardzo chce jej pokazać, jak ją kocha, udowodnić, że to nie uczucie z niższej półki, a właśnie to, które łączy dwie zagubione we wszechświecie dusze, pozwalając na wspólnie spędzane, unoszące się ponad zacinający, przeszywający wiatr chwile.
Kiedyś chciał być najlepszy. Mieć wszystko, i wszystkich. Teraz wystarczy mu odrobiona spokoju, pokojowe spojrzenia mijanych ludzi, krótkie “miłego dnia”, rzucone przy akompaniamencie kłębiącej się od myśli głowy.
Teraz wie, że mimo natłoku, na jakie skazuje go mózg co dzień, gdy kładzie się do rozgrzanego tęsknotą łóżka, zaśnie. Rzucona w kąt poduszka, cierpliwa, przyjmie go, i obejmie jak zawsze, zabierając go w krainę przygód, w krainę, gdzie wszystko jest możliwe.
Dedykowane Darii K.
