Miłość, która świeci jaśniej niż słońce.

By pawelbetkowski

Z zatłoczonego autobusu, coś do niej błysnęło. Przyglądając się bardziej, spostrzegła chłopca. Blask słońca, odbijał się w jego zielonych, widocznych z daleka, cudownych do granic możliwości oczach. Znała go. Z widzenia. Widziała go codziennie, mijając go w szkole, na korytarzu, oraz w autobusie, gdy codziennie, przez ponad dwieście dni w roku, ich spojrzenia spotykały się, by spocząć na ustach, w niekontrolowanym, pełnym wstydu oraz sympatii uśmiechu. Nie łączyło ich nic, a jednak coś. Motyle, spokojne, szalały, i fruwały bez wytchnienia w jej brzuchu, gdy tylko jej oczom ukazał się jego widok. Można było powiedzieć, że to miłość. Czymże jednak, jest miłość w dzisiejszych czasach? Miłość, jest postrzegana jako spotykanie się co dwa dni, lub co tydzień, całowanie się bez wytchnienia, bez przerwy, by choćby złapać troszkę powietrza. Innymi słowami, nie romantyczne badziewie,  nie powodowane niczym innym, niż pożądaniem, hormonami. Więc nie, to nie była miłość. Było to coś o wiele lepszego.

Pewnego czerwcowego dnia, gdy koniec roku był co raz to bardziej odczuwalny, a przyroda, wytrwała w egzystencji podłego świata dzisiejszego, budziła się do najprawdziwszego, pełnego miłości życia, ona, dziewczyna z klasy trzeciej gimnazjum, wybrała się na pole, niedaleko szkoły. Uwielbiała tu przychodzić. Dotykać zboża, leżeć, patrzeć w niebo, uśmiechać się do samej siebie. Tu mogła wszystko. I tak, leżąc sobie, nucąc piosenkę happysadu, zdała sobie sprawę z tego, że ktoś na nią patrzy. Tuż nad nią, wykrzywiając usta w pełnym szczęścia uśmiechu, stał on. On, chłopak, o którym skrycie marzyła. Chłopak, który poruszył jej sercem, jak nikt inny. Jak nigdy. zdała sobie sprawę z tego, w jak poważnej sytuacji się znajdowała.   To, co wyrwało się z jej ust, gdy podnosiła się, nie było zbyt stosowne. Karcąc się w myślach za to, ze dopuściła do tego, by ktoś ją podglądał, podczas gdy ona, cicha i nie pozorna uczennica klasy trzeciej, szalała w zbożu, zdała sobie naglę sprawę z tego, w jak poważnej sytuacji się znajdowała. Powoli podnosząc głowę, spostrzegła, że to pierwszy raz, gdy on znajduję się tak blisko niej, gdy wokół nie ma nikogo, gdy są tylko we dwoje, sami, dla siebie. Zrozumienie tego, zajęło jej dłuższą chwilę. On, nie wyglądał jednak tak, jakby mu to przeszkadzało. Przeciwnie, cały rozpromieniony, cieszył się z każdej sekundy, którą poświęcił na obserwowanie dziewczyny. A czasu miał dużo.

Widząc, że dziewczyna odzyskuje naturalną świadomość, poczuł coś miłego, jednocześnie ściskającego jego brzuch do granic możliwości, dając jednakże wolność sercu, tak, jak gdyby chciało się wyrwać, i uszczęśliwić cały świat. Stał, zaczerwieniony, podczas gdy ona próbowała sklecić jakieś słowo. Sylaba za sylabą, a on dalej stał jak głupi. Nie tak miało być. Powtarzał to sobie milion razy. Kolejny milion razy wyobrażał sobie tą sytuację w myślach. Musiał się przemóc. Nie chciał potem żałować. Nie chciał gdybać, co by było, gdyby zdobył się na odwagę, by powiedzieć jak wygląda sytuacja jego serca, gdy tylko ją widzi. Jednakże nie musiał. Ona, zrobiła to pierwsza. Zdecydowanym, szybkim ruchem, zbliżyła się do niego, i pocałowała go w najdziwniejszy sposób, jaki dotąd znał. Sposób, w który przekazała wszystko, co chciała mu powiedzieć. Co trzymała przez tak długo, co skakało w niej, i bulgotało, gdy oczom jej wyobraźni ukazywał się on, Książe, bez białego konia, czy korony. Jednakże, posiadający coś więcej. Serce pełne dojrzałego, i najprawdziwszego w świecie uczucia. Razem ze świadomością tego, co właśnie się stało, minął wstyd, minęły nie potrzebne myśli. Łagodnie, bez pośpiechu, chwycił ją za rękę. Lekkim gestem, pokazał, by się do niego zbliżyła. Stojąc twarzą w twarz, patrzyli sobie w oczy. Zieleń, oraz Turkus, kolory ich oczu, oni sami, pogrążeni jakby w transie, wszystko łączyło się w jedno. Jedno, zwane miłością. Najprawdziwszą, najpiękniejszą, miłością.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

Odpowiedzi: 7 do “Miłość, która świeci jaśniej niż słońce.”

  1. hera mówi:

    To jest cudowne! ;*

  2. sylwia mówi:

    ah. uwielbiam jak piszesz.
    te wszystkie Twoje utwory są pełne uczuć, tyle w nich emocji i prawdy.
    A, w tym pierwszym paragrafie cała prawda o tej dzisiejszej miłości. Beznadzieja w związku z tym, ale cóż. Ludzie nie pojmują niektórych rzeczy (nawet większości). Dobra, ogólnie mówiąc, bardzo mi się podoba ten utwór, romantyczny i współczesny. wielbię Cię.! ;*

  3. małgorzata mówi:

    brawo :)

    jednak virtu’owe miłosne skille zdają się dopełniać z ideą miłości płynącą z tego opowiadania :)

    (lekko podrasuj interpunkcję i szalej pisarsko! :D )

  4. zachariasz mówi:

    zgadzam się z Sylwią a tym samym z Tobą co do dzisiejszej miłości. Nastawienie tylko na fizyczność i jak to mówisz “ani chwili na oddech” według mnie zaprzecza idei miłości.

    opowiadanie romantyczne… i chyba marzenie każdego człowieka znaleźć się w takiej sytuacji.. :) mmmm

    no ale poza tym, zbierajmy skille.

  5. telemach mówi:

    sympatyczne. zastanawiałeś się może nad tym, w którym momencie zmieniasz perspektywę narratora? I dlaczego?
    Pozdrowienia
    t.

  6. oksano mówi:

    Dobre, podoba mi się. Jeżeli masz lub będziesz miała kiedykolwiek dziewczynę, prawdziwa szczęściara z niej :-D . Pisz jak najwięcej!

  7. pampam.xd mówi:

    idealny tekst hpsdu do ich sytuacji. – “tak często Cię widze, choć tak rzadko spotykam, smaku Twego nie znam choć często Cię mam na końcu języka…” (;

Dodaj komentarz